Chorwacja- Dalmacja w tydzień.

Jakiś czas temu postanowiliśmy robić sobie wakacje poza sezonem letnim. A ponieważ moje urodziny wypadają w kwietniu, a Łukasza we wrześniu, jest to idealna pora do podróży 🙂
W tym roku, we wrześniu Henryk zaczął żłobek, więc drugi urlop przełożyliśmy na październik i muszę przyznać, że była to świetna decyzja. Pogoda nas rozpieszczała, było przyjemnie ciepło bez wyczerpujących upałów, nie było też tłoczno ( no może poza Dubrownikiem, który zawsze pełen jest turystów), ceny też były przystępne.
w Chorwacji byłam kilka razy jako nastolatka, więc moje wspomnienia były dość mgliste, ale wiedziałam też co chciałabym ponownie zobaczyć. Dlatego padło na Dalmację. Tydzień wystarczył nam, żeby odpowiednio zaplanować sobie podróż uwzględniając najważniejsze atrakcje zaczynając i kończąc w Splicie.

Do Splitu przylecieliśmy późno w nocy. Niestety nasz lot był opóźniony, musieliśmy też odebrać auto z lotniska, ale Maria, która wynajęła nam swoje B&B była bardzo wyrozumiała. Na miejsce dojechaliśmy przed 2 w nocy, nie przeszkadzało to jednak naszej gospodyni, żeby opowiedzieć nam o najważniejszych atrakcjach Splitu i okolic, polecić parę niezłych knajpek i wypytać nas o nasze podróże. Była tak gościnna, że nawet zrobiła nam zakupy na śniadanie, nie mówiąc już o winie i paru przekąskach. Z całą pewnością polecam ten nocleg! Jest tylko jeden (malutki) minus, ciężko o miejsce parkingowe jeżeli wraca się późnym wieczorem,więc trzeba trochę pojeździć i poszukać po okolicy, ale po za tym jest to świetna miejscówka ze wszystkimi udogodnieniami (Rose Apartment, 9 Ulica Ljudevita Gaja).

Zwiedzanie drugiego co do wielkości miasta Chorwacji zaczęliśmy od położonego niedaleko naszego BnB, Parku Marian. Jest to pagórkowaty rezerwat przyrody, płuca miasta, z którego rozpościerają się przepiękne widoki na Split i wysokie góry w oddali. Bez wątpienia można się tu zrelaksować po długim zwiedzaniu miasta, bądź zacząć dzień, tak jak my, filiżanką espresso w barze z tarasem widokowym 🙂

Można stąd zejść schodami do nadmorskiej promenady, ale ponieważ mieliśmy ze sobą dość ciężką spacerówkę, postanowiliśmy pójść naokoło chodnikiem. 10 minut później doszliśmy do Riwy, nadmorskiego bulwaru, który jest jednym z najbardziej popularnych, rozpoznawalnych i zatłoczonych miejsc w Splicie.

Przeszliśmy się kawałek promenadą, po czym odbiliśmy w lewo by przez jedną z bram dojść do uroczego Starego Miasta.

2000 rok

Pełno tu malowniczych placów, kamieniczek, a labirynt uliczek prowadzi nas do samego centrum w którym znajdują się najsłynniejsze zabytki. Mowa tu o Pałacu Dioklecjana, który jest jednym z najbardziej okazałych, rzymskich pozostałości z IV wieku. Wbrew nazwie, nie jest to jeden budynek, a bijące serce miasta liczące 220 budynków! Oryginalna konstrukcja została wzniesiona z błyszczącego, białego marmuru przywiezionego z wyspy Brač i nadała temu miejscu dodatkowego uroku.
Obiekt ten został wzniesiony jako forteca otoczona murem, do której prowadzą cztery bramy: Złota Brama na północy, Brązowa Brama wchodząca na Rivę na południu, Srebrna Brama na wschodzie i Żelazna na zachodzie.Przyjemnie spędziliśmy tu kilka godzin, gubiąc się w tym labiryncie śródziemnomorskich, kamiennych,niezwykle fotogenicznych uliczek, które tak kocham!
Przyszła pora lunchu, więc spośród niezliczonych kawiarenek i restauracji wybraliśmy jedną, którą polecił nam Tripadvisor (z którego niezmiennie korzystamy od momentu jednej z największych wtop, która miała miejsce na Sardynii)
Strzał w dziesiątkę! I z pełną odpowiedzialnością polecam – „Uje Oil Bar”!
zamówiliśmy przystawki, napoje i dania główne i gdy ja poszłam akurat do toalety ominęła mnie jedna z atrakcji. Pracująca tam menadżerka poczęstowała i opowiedziała Łukaszowi o lokalnych oliwach i octach balsamicznych, o tym jak odpowiednio ich używać i doprawiać. Ale ale, mi się też trafiła nie lada atrakcja 🙂 Gdy wracałam do stolika, zaczepił mnie kelner, powiedział, że ma urodziny i czy w związku z tym nie chciałabym się z nim i resztą obsługi napić kieliszka grappy. No przecież nie idzie odmówić! Więc, przy śmiechach i chichach poznałam całą załogę knajpy! Widać, że ludzie lubią swoją pracę, a kucharze gotują naprawdę znakomicie! Zdecydowanie warto tu przyjść! https://www.oilbar.hr/en/

Chcąc odpocząć troszkę od zgiełku miasta, wybraliśmy się do Parku Strossmayera, który nie grzeszy wielkością, ale przyjemnie odpoczywa się tu w cieniu drzew.

Później wróciliśmy nad morze by przespacerować się całą długością Riwy, z której rozpościerają się naprawdę przepiękne widoki na Split.

Na wieczorną kolację wybraliśmy miejsce poleconą przez Marię, naszą gospodynię i kolejny raz był to strzał w dziesiątkę! „Bokamorra” jest połączeniem ekskluzywnej knajpy w której można napić się rozmaitych i pięknie podanych drinków, z pizzerią w której za przeszkloną częścią możemy podziwiać pracę pizzermanów.
A pizza? Mmmmmm… palce lizać! https://www.facebook.com/bokamorra/

Potem jeszcze wieczorny spacerek po Starym mieście, coby spalić posiłek i z pewnością dzień mogliśmy zaliczyć do bardzo udanych!

Następnego dnia mieliśmy zaplanowany wypad do Dubrownika, dlatego o 9 rano byliśmy już w aucie gotowi do podróży. Ze Splitu trasa trwa około 3 godzin nie licząc przystanków i oczekiwania na granicach z Bośnią i Hercegowiną.

Ponieważ był to poniedziałek, trasa była praktycznie opustoszała, przez granice też przejechaliśmy całkiem sprawnie i w końcu o 12 zaparkowaliśmy na zdaje się największym parkingu piętrowym w Dubrowniku.

Ikonka parkingu widoczna w górnym lewym rogu mapy.

Spacer z parkingu do murów Starego Miasta trwa 10 minut i dla wszystkich podróżujących z małymi dziećmi, już tu zaczynają się schody, więc opcja nosidła/chusty to najlepsza z możliwych opcji.

Muszę przyznać, że gdy doszliśmy do Głównej Bramy „Pile” wspomnienia sprzed 19 lat zaczęły pomału wracać…

2000 rok

Jakże byłam naiwna sądząc, że w październikowy poniedziałek będzie tu nieco mniej turystów. Zdaje się, że statki wycieczkowe kursują całym rokiem i chyba nie ma się co dziwić, w końcu jest to jedno z najbardziej popularnych miast Chorwacji. Dodatkową sławę zyskało dzięki „Grze o Tron”, więc fani serialu zjeżdżają się z całego Świata by zobaczyć miejsca w których kręcono poszczególne sceny.

Po przekroczeniu Bramy Pile dotarliśmy do głównej ulicy starego miasta -Placę, zwaną Stradun, która jest deptakiem Dubrownika. Jednak my zwiedzanie zaczęliśmy od spaceru po murach miejskich wokół miasta. Są trzy wejścia na mury, my wybraliśmy to najbardziej popularne, znajdujące się po lewej stronie od Bramy Pile (bilet 200 kun/os) Po wspięciu się na górę ujrzeliśmy przepiękną mozaikę terakotowych dachów miasta.

Po ich kolorze można rozpoznać, które budynki były odbudowane po bombardowaniach, które miały miejsce w 1991 roku. Same obwarowania, które przez lata były umacniane, dobudowane i ufortyfikowane liczą 2 km długości i sięgają do 25 m wysokości, natomiast ich grubość od strony morza liczy 1,5-3 m, a od lądu aż 6 metrów!

2000 rok
2000 rok

Nam sam spacer z kilkoma przystankami zajął 1,5 godziny i myślę, że zwiedzanie miasta bez wejścia na mury byłoby niekompletne, gdyż widoki z góry naprawdę zapierają dech w piersi. Z jednej strony turkusowe wody Adriatyku, z drugiej zachwycająca architektura miasta.

2000 rok
2000 rok. Ja, pierwsza od prawej, wymęczona upałem i spacerem 😉

Wróciliśmy do punktu wyjścia i stąd deptakiem Stradun udaliśmy się do niewielkiej przystani na lunch.

2000 rok

Restauracja „Gradska Kavana” sporych rozmiarów, z widokiem na morze serwuje naprawdę niezłe dania i Łukasz do tej pory twierdzi, że jest to jedna z 3 knajp w Europie gdzie jadł najlepszego steka i myślę, że w tej kwestii można mu ufać 😉
https://www.nautikarestaurants.com/gradska-kavana-arsenal/

Resztę popołudnia spędziliśmy na oglądaniu zabytków i spacerowaniu po labiryncie uliczek, które co i raz zaskakiwały nas swym urokiem.

Ponieważ czekała nas jeszcze 3 godzinna jazda z powrotem do Splitu, po 17tej zaczęliśmy kierować się w stronę parkingu (cena za 5,5 h – 180 kn)

Jadąc wzdłuż wybrzeża mogliśmy podziwiać spektakularny zachód słońca, który rozświetlał morze we wszystkich odcieniach pomarańczu i czerwieni.

Kolejny dzień postanowiliśmy spędzić bardziej „lajtowo” odwiedzając pobliskie miasteczka. Zaczęliśmy od wizyty w Omiš, które znajduje się nad morzem, 25 km od Splitu. Miasteczko położone jest u ujścia rzeki Cetiny, otoczonej wysokim kanionem. Jest to małe, acz bardzo malownicze miasto.

Można tu zwiedzić położony na skałach zamek by potem polenić się na ładnej, piaszczystej plaży.

Ponieważ mieliśmy późne śniadanie i ominęliśmy lunch, na obiad wybraliśmy się do polecanej, nadmorskiej knajpki w miasteczku Brela. Moja żabnica i Łukasza makaron były naprawdę przepyszne, więc z czystym sumieniem polecam Wam „Konoba Feral”. http://www.konoba-feral.com/index.php

Ale nie tylko warto tu zjeść! Wzdłuż zatoki biegnie długi, zacieniony przez gęste sosny deptak przy którym rozciąga się 6 kilometrowa kamienna plaża. Przepiękne miejsce na poobiedni odpoczynek.

Na ostatni przystanek tego dnia wybraliśmy Makarską, portowe miasteczko otoczone wysokim pasmem gór Biokovo.

Podobnie jak w Splicie, główną atrakcją jest tu długi nadmorski deptak, jednak miasteczko ponoć najbardziej tętni życiem nocą gdyż jest tu sporo klubów i barów, ale o tym się nie przekonaliśmy, bo z rocznym dzieckiem by nas raczej nie wpuścili 😉 I jak zwykle w promieniach zachodzącego słońca wróciliśmy do Splitu by spędzić tu ostatnią noc przed wyjazdem do Zadaru.

Następnego dnia mieliśmy zaplanowane zwiedzanie Parku Narodowego Krka (wstęp 100 kn/os), który obejmuje znaczący bieg 73 kilometrowej rzeki Krka. Płynie ona kanionami, tworzy jeziora i wodospady, które można podziwiać spacerujących po drewnianych kładkach. Jest 5 bram do Parku, my wybraliśmy tę w miasteczku Skradin, głównie dlatego, że w cenie biletu jest przeprawa łodzią przez kanion do wodospadu Skradinski Buk. Przeprawa ta zajmuje niecałe 30 minut, a od zejścia na ląd dzieli nas kilka minut spacerkiem do jednego z najbardziej znanych i podziwianych w Chorwacji, widoku na przepiękny wodospad Skradinski Buk.

Rozciągnięte na szerokość 800 metrów kaskady spadają z wysokości 46 metrów do dolnego basenu, w którym w sezonie można się kąpać.

Drewniana kładka prowadzi w górę wzdłuż rzeki do młyna i innych zabudowań w których odbywają się pokazy rękodzieła oraz gdzie można zakupić pamiątki, czy coś przekąsić.

Przyjemnie spaceruje się kładkami w cieniu drzew, wśród przejrzystej wody w której,aż roi się od ryb, ale też trzeba uważać bo brak barierek i chwila nieuwagi mogą skończyć się upadkiem.

2 godziny zajął nam ten jeden z najbardziej atrakcyjnych pieszych szlaków w Parku Narodowym Krka, ale nie spieszyliśmy się, robiliśmy sobie przystanki na napawanie się otaczającą przyrodą.

Po przepłynięciu z powrotem statkiem i dotarciu do auta, kierowani głodem wybraliśmy się do oddalonego o 20 km Szybeniku. Ponownie skorzystaliśmy z pomocy Tripadvisora by pomógł nam znaleźć knajpkę w której można nieźle zjeść lokalne przysmaki, jednak fakt, że było już po sezonie, sprawił, że dopiero przy trzecim wyborze restauracja okazała się otwarta, a była to „Galerija” Tylko jeden stolik obok nas był zajęty, przez cztery urocze Australijki po 60tce. Nawiązaliśmy rozmowę i okazało się, że zwiedzają Chorwację już od dwóch tygodni i planują zostać tu jeszcze chwilę. Były oczarowane krajem, które odwiedziły po raz pierwszy w życiu i bardzo chwaliły tutejszą kulturę oraz kuchnię. Gratulowały nam też podróży z rocznym dzieckiem, co według nas i też pewnie wielu z Was nie jest jakimś specjalnym wyczynem 😉 Zamówiliśmy na przystawkę „Kuhani Strukli”, które poleciła nam kelnerka, a co równie dobrze mogło być deserem, gdyż w smaku przypominało pierogi ze słodkim twarożkiem w śmietanie 🙂

Na główne danie, Łukasz zamówił popularne w Dalmacji „Pasticada s domacim njokima”, czyli gulasz wołowy z kopytkami, czy jak kto woli gnocchi, a ja coś, na co od długiego czasu miałam chrapkę, a smak tak bardzo pamiętałam z Czarnogóry, czyli znane na całych Bałkanach „Cevapcici”. Jedzenie przepyszne, więc po raz kolejny, z czystym sumieniem, polecam restaurację „Galerija”, https://www.restoran-galerija.hr/

Pospacerowaliśmy po ładnym i opustoszałym Szybeniku, a gdy doszliśmy do średniowiecznego centrum i katedry doświadczyłam bardzo silnego deja vu! Jak się później okazało, zwiedziliśmy to miasteczko 20 lat temu, na jednych z rodzinnych wakacji, o czym nie mogłam pamiętać, jednak gdzieś tam głęboko, czułam, że już to przecież widziałam. Niesamowite uczucie, które podczas naszego wyjazdy powtórzyło się kilkukrotnie 🙂

2000 rok

Późnym wieczorem dojechaliśmy do Zadaru i po dotarciu i zameldowaniu się w B&B udaliśmy się na zasłużony odpoczynek.

Poranek przywitał nas, pierwszy raz od 4 dni, mocno zachmurzonym niebem, zapowiadało się na deszcz. Jednak pogoda nie zniechęciła nas do wyruszenia na zwiedzanie miasta. Do Półwyspu na którym znajduje się otoczone murami Stare Miasto doszliśmy przez kładkę dla pieszych- Gradski most, skąd doskonale widać nowszą, betonową i zdecydowanie brzydszą architekturę Zadaru.

Postanowiliśmy obejść półwysep przeciwnie do wskazówek zegara i po krótkim spacerze doszliśmy do dwóch, zdaje się, najciekawszych atrakcji Zadaru. Mowa tu o zbudowanych przez utalentowanego, miejscowego architekta Nikola Bašić, instalacjach artystycznych. Jedna to „Pozdrowienie dla Słońca”, czyli krąg o średnicy 22 metrów złożony z 300 wielowarstwowych płytek. Przez cały dzień baterie słoneczne znajdujące się pod płytkami absorbują światło, by wieczorem przy promieniach zachodzącego słońca rozpocząć niesamowite widowisko migoczących różnokolorowych świateł. Bajka!

Drugą instalacją są równe ciekawe „Morskie Organy”, czyli schodzące do morza kamienne schody, w które wbudowany jest system rur i gwizdków. Napływające fale wtłaczają wodę do rur, a efektem jest jest przyjemny dla ucha dźwięk gwizdków. Niezwykłe!

Idąc dalej wzdłuż nabrzeża doszliśmy to starożytnych ruin, czyli rzymskiego forum zbudowanego między I wiekiem p.n.e, a III wiekiem n.e. Wśród tych pozostałości świątyń zachowała się nietknięta kolumna, która w średniowieczu służyła jako pręgierz, czyli słup do publicznego wymierzania kar przykutych do niego złoczyńców.

Kontynuowaliśmy nasz spacer nadmorskim deptakiem aż doszliśmy do głównej i najpiękniejszej Bramy Lądowej, a tu przydarzyło mi się kolejne deja vu 😉

2000 rok. Mama i Siostra 🙂

Minąwszy bramę pospacerowaliśmy po uliczkach Starego Miasta zahaczając o wyborne lody.

2000 rok

Snując się po Zadarze doszliśmy do urokliwego Placu Pięciu Studni. Plac ten swoją nazwę zawdzięcza właśnie studniom, które do 1838 roku zaopatrywały miasto w słodką wodę. Miejsce to totalnie mnie zauroczyło i chcąc oddać jego piękno na zdjęciu, totalnie się wyłączyłam, na tyle, że nie usłyszałam auta które cofając wjechało na mnie… Nic się nie stało, samochód mnie po prostu popchnął, ale nieźle się wystraszyłam, zresztą kierowca, który nie patrzył w lusterka (chyba) też. Od tej pory rozglądam się uważnie dookoła, zanim przyłożę oko do wizjera 😉

Postanowiliśmy chwilę odpocząć w cieniu, a park Królowej Heleny Madijevki wydawał się idealnym miejscem na podładowanie baterii. Późny obiad zjedliśmy w świetnej restauracji „Pet Bunara” na Placu Pięciu Studni. Czekadełko w postaci wypiekanych tu rozmaitych chlebków było przepyszne, ale przystawka i dania główne to istny majstersztyk. Pięknie podane i bardzo smaczne, dlatego bez wahania polecam Wam to miejsce, https://petbunara.com/

Po udanej kolacji wybraliśmy się ponownie do „Morskich Organów” by przy ich dźwiękach i w towarzystwie migających światełek instalacji „Pozdrav Suncu” podziwiać spektakularny zachód Słońca. Jeden z piękniejszych widoków jakie dotąd widziałam…

Następnego dnia mieliśmy zaplanowane zwiedzanie Parku Narodowego Jezior Plitwickich, które miałam już okazję widzieć, ale wspomnienia te były bardzo mgliste. Bilety kupiliśmy online, żeby nie musieć stać w kolejce. W planach był przyjazd na 10 rano, ale nasz syn stwierdził, że pobudka o 4.30 to idealna pora na zabawę i za nic nie chciał wrócić do łóżka. Stwierdziliśmy więc, że wyjdziemy wcześniej to prześpi się po drodze, a dojedziemy na otwarcie parku o 8 rano. Droga zajęła nam dwie godziny, a widoki jakie nam towarzyszyły były nieziemskie. Góry dosłownie pływały w chmurach.

Do Parku można wejść przez dwa wejścia w zależności ile czasu chce się spędzić i co chce się zobaczyć. My zdecydowaliśmy się na wejście nr 2, głównie ze względu na Henryka i Łukasza, który go niósł w nosidle.
Dojechaliśmy na miejsce przed 8, więc był czas, żeby ciepło się ubrać bo temperatura spadła do 14 stopni i było dość dżdżysto. Niestety w kasie dowiedzieliśmy się, że bilety które kupiliśmy online upoważniają nas do wejścia tylko po 10 rano, a że nie chcieliśmy marnować dwóch godzin, kupiliśmy nowe bilety. Pani w okienku powiedziała, że możemy odwołać się do zwrotu kosztów drogą mailową i może uda odzyskać się poniesione koszty zabukowanych wcześniej biletów ( po tygodniu czekania, nie udało się ).

Wyruszyliśmy z parkingu poprzez stacje St2 z której jeżdżą busiki, w dół do przystani P1 by po przepłynięciu na drugi brzeg do P2, gdzie część osób wysiadła, ruszyć w dłuższy rejs po jeziorze Kozjak do stacji P3 skąd czekała nas piesza wycieczka do głównej atrakcji parku, Wielkiego Wodospadu (Veliki Slap).

2000 rok
2000 rok

Na obszarze parku znajduje się 16 jezior krasowych o krystalicznie czystej wodzie, które połączone są ze sobą kaskadami i wodospadami, a przez które prowadzi 18 km drewnianych kładek i mostków.

Dla osób podróżujących z dziećmi, warto zabrać chustę/nosidło, a starsze dzieci trzymać mocno za rękę, bo część kładek nie ma barierek.
Spacer ze stacji St3 do wodospadu zajął nam 50 minut.

Pod samym wodospadem który liczy 78 metrów i jest najwyższym w Chorwacji było już sporo turystów, którzy doszli tu z pobliskiego wejścia nr1.

2000 rok

Z wodospadu ruszyliśmy w drogę powrotną wspinając się po stromych schodach skąd czekał nas spacer wzdłuż jezior do stacji St1 gdzie usiedliśmy na kawę i poczekaliśmy na autobus, który zabrał nas z powrotem do stacji St2.

Po dojechaniu na miejsce rozważaliśmy jeszcze czy ruszyć na piechotę do jezior górnych, ale w końcu stwierdziliśmy, że 4 godziny jakie spędziliśmy w Parku są wystarczające, więc wróciliśmy do auta by ruszyć nad morze.

Po dwóch godzinach jazdy dotarliśmy do miejscowości Pag, która znajduje się na wyspie o tej samej nazwie. Byłam tu kiedyś i te jałowe, księżycowe pejzaże bardzo wryły mi się w pamięć. Wyspa która jest połączona ze stałym lądem Paški mostem słynie z owczego sera „Paški sir”, który ma dość specyficzny smak. Często można też spotkać wiszące w oknach przepiękne koronki. Niestety poza sezonem miasto było wymarłe. Otwarte były może ze 3 knajpki w których dominowały puste stoliki. Obiad zjedliśmy w jednej z nich, gdzie skosztowaliśmy między innymi wspomnianego sera z Pag oraz łowionych lokalnie owoców morza. Do tego pozwoliłam sobie na małą lampkę lokalnego, znakomitego wina, które polecam spróbować odwiedzając Pag.

Łukasz chciał jeszcze wykąpać się w morzu, więc ruszyliśmy na plażę do miejscowości Nin w której kiedyś spędziłam kilka dni na tutejszym kempingu. Cudownie było odwiedzić okolice, które widziałam wcześniej, ale oczami dziecka. Zostaliśmy do zachodu słońca, po czym wróciliśmy na noc do Zadaru.

W ostatni dzień naszego pobytu w Chorwacji opuściliśmy Zadar wczesnym rankiem, żeby przed powrotem na lotnisko w Splicie móc jeszcze coś zwiedzić. Drogą wzdłuż wybrzeża dojechaliśmy do urokliwej miejscowości Primošten, której najstarsza cześć znajdowała się niegdyś na wyspie, dziś połączona jest z lądem groblą. Piękne miejsce i nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że w sezonie musi tu być bardzo tłoczno, teraz były pustki podobnie jak w innych odwiedzonych przez nas miejscach.

Na ostatni przystanek przed wylotem wybraliśmy malowniczy Trogir, w którym spędziliśmy pół dnia włócząc się po wąskich uliczkach, racząc się lokalnymi potrawami i smacznymi lodami. Idealny dzień zwieńczony przepięknym zachodem słońca.

Trogir perfekcyjnie podsumował nasz tygodniowy, bardzo udany, wypad do Chorwacji. Piękne widoki, powrót i odświeżenie moich wspomnień z dzieciństwa, chorwackie smaki i zapachy, przemili ludzie i księżycowe pejzaże utwierdziły nas w przekonaniu, że to jeszcze nie koniec naszych chorwackich przygód, że jeszcze tu wrócimy 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s