2 dni w Paryżu…

„2 dni w Paryżu” to tytuł jednego z moich ulubionych filmów oraz czas jaki spędziliśmy w mieście miłości od którego zaczęliśmy naszą podróż poślubną.

DCIM100GOPRO

Byłam ciekawa jak zmieniło się miasto i czy moje odczucia co do niego też się zmieniły. Ostatni raz byłam tu jako nastolatka i wtedy oczekiwałam od Paryża, że mnie uwiedzie, zaskoczy i będę chciała tu wracać…

I wróciłam po 15 latach. Chciałam odświeżyć sobie pamięć, Łukasz także. Przylecieliśmy rano z Dublina i mieliśmy dość napięty plan na zwiedzanie zakamarków Paryża, niestety pokrzyżował go strajk taksówkarzy, który sprawił, że dojechaliśmy do centrum ze sporym opóźnieniem. I wtedy zakwitła moja pierwsza myśl- nie cierpię tego zakorkowanego miasta, ale dajmy mu szansę.

Zameldowaliśmy się w hotelu, trochę za drogim, ale jako nowożeńcy pozwoliliśmy sobie na luksus, w końcu ile razy zdarza się taka okazja?

Przed hotelem, na rogu, znajdowała się piekarnia, więc zeszliśmy tam na śniadanie.

2

Kanapki ze świeżych, chrupiących bagietek z przeróżnymi serami, a popitymi aromatyczną kawą nieco ociepliły moje odczucia do Paryża…

3

Zwiedzanie zaczęliśmy od Łuku Triumfalnego i muszę przyznać, że nadal robił na mnie wrażenie.

5

4

I jak zawsze był tu tłum ludzi, dlatego darowaliśmy sobie wejście na taras widokowy i ruszyliśmy dalej, do perełki Paryża- Wieży Eiffla.

6

Pamiętam gdy zobaczyłam ją po raz pierwszy, dumnie wznoszącą się do nieba, wtedy, mając te 15 lat pomyślałam, że całkiem mi się podoba… gorzej było z wchodzeniem po niezliczonej ilości schodów.

10

Tym razem widok także mnie zachwycił, niestety przy bliższym zetknięciu odstraszył długością kolejek ludzi oczekających na zdobycie szczytu wieży. Czas nas gonił, dlatego poszliśmy dalej.

9

Zaraz obok rozegrała się scenka jak z filmu, kilkunastu handlarzy pamiątkami uciekających przez Żandarmerią i tak w kółko ganiali się i chowali.

odsłony

Rany, ale to było denerwujące, na każdym rogu ktoś zaczepiał próbując sprzedać miniaturową Wieżę Eiffla, ciągłe nagabywanie… nie, jednak nie lubię Paryża.

Wsiedliśmy w metro i udaliśmy się do Moulin Rouge, które zapamiętałam tak samo, ale było coś, co chciałam zobaczyć odkąd pierwszy raz obejrzałam „Amelię” – kawiarnię w której kręcono film.

21

Był to niesamowity moment gdy usiedliśmy przy stoliku, zamówiliśmy kawę i mogłam w spokoju napatrzeć się na miejsce, które tak dobrze pamiętałam z filmu, a widziałam go chyba z setki tysięcy razy!

22

Piękne uczucie. Spełniłam kolejne marzenie.

amelia

Teraz jak na skrzydłach unosiłam się nad uliczkami Paryża. A zmierzaliśmy w kierunku Bazyliki Sacré Coeur, której okolica, jakby nie patrzeć, też odegrała ogromną rolę w „Amelii”.

35

DCIM100GOPRO

37

38

Schodząc po schodkach byłam najszczęśliwszą osobą na Świecie. Zrozumie mnie każdy, który choć raz zrealizował któreś ze swoich pragnień.

41

39

Łukasz ciągle mi się przypatrywał bo byłam zatopiona we własnych myślach, właściwie się nie odzywałam, ale ciągły uśmiech na mojej twarzy zdawał się mówić wszystko…

Wąskimi uliczkami Paryża zmierzaliśmy do Katedry Notre-Dame, która ostatnim razem jak ją widziałam, była w częściowej renowacji i otoczona rusztowaniami. Tym razem pięknie się prezentowała. Ogromna, pełna detali, zmusza do zachwytu.

52

Ale my chcieliśmy więcej!

53

54

A zatem Luwr. Widok szklanych piramid w świetle zachodzącego słońca zapierał dech w piersi.

58

56

57

Miałam wrażenie, że żadna z fotografii nie odda piękna chwili, ale oceńcie sami.

DCIM100GOPRO

Zmęczenie dawało pomału za wygraną, ale Łukasz podjął męską decyzję- wracamy do Wieży Eiffla i wchodzimy na górę.

Wtedy miałam ochotę go zamordować, bo nogi pomału odmawiały mi posłuszeństwa, ale w końcu przyznałam mu rację. Zatem wracamy.

59

Po drodze minęliśmy most Pont de Bir-Hakeim, który tak bardzo zapadł mi w pamięć po obejrzeniu „Ostatniego tanga w Paryżu” czy „Incepcji”. Architektoniczne cudo!

61

60

DCIM100GOPRO

Było już dość późno, więc kolejki do Wieży Eiffla o wiele krótsze.

63

Wybraliśmy wejście po schodach, których jakby przybywało po każdym półpiętrze, ale w końcu po niekończącej się męczarni zdobyliśmy wieżę. Co prawda tylko 2/3 wysokości, bo wjazd na sam szczyt nie był już możliwy ze względu na późną porę.

Warto było się pomęczyć, by zobaczyć Paryż z góry, z milionem kolorowych światełek i delikatnym szumem miasta unoszącym się do góry.

62

Skierowaliśmy się do hotelu, ale nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie zahaczyli po drodze o jakiś bar. I co? Pstro. Bo wszystkie bary i restauracje były już zamknięte. Już prawie się poddaliśmy gdy naszym oczom ukazał się, o ironio, irlandzki pub! Otwarte! Tym razem darowaliśmy sobie Guinnessa, bo każdy wie, że najlepiej smakuje tylko w Irlandii z muzyką na żywo w tle.

Ten dzień postanowiliśmy uczcić lampką francuskiego wina. Tak, kocham to miasto.

Rano pobudka i spacer do dworca, skąd odjeżdżają autobusy na lotnisko. I tu zastała nas dość niemiła niespodzianka, otóż strajk nadal trwa, wszystko stoi, nikt nie chce udzielić nam informacji, a na dodatek wszyscy są opryskliwi i aroganccy. W końcu po kilkudziesięciu minutach kazali nam przejść kilka przecznic dalej,  gdzie czekał na nas jeden jedyny autobus, a nas było z 60 osób… Na szczęście udało nam się wsiąść, ale prędko miasta nie opuściliśmy przez niekończące się korki.

Na samolot do Cagliari jakimś cudem zdążyliśmy.

Już w czasie lotu pomyślałam, że Paryż można kochać, albo nienawidzić – my jesteśmy gdzieś pomiędzy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s