Wokół jeziora Lough Erne, Co.Fermanagh

Przychodzi taki moment ogólnego zmęczenia, że mało rzeczy cieszy, więcej wkurza i jakoś tak smutno, wtedy z pomocą przychodzi Mąż i porywa nas na weekend do ekskluzywnego hotelu nad przepięknym jeziorem. Tak, jestem szczęściarą! 🙂

Zatem w długi sierpniowy weekend wybraliśmy się do Irlandii Północnej do hrabstwa Fermanagh, a dokładniej nad jezioro Lough Erne. Pogoda, jak to w Irlandii, raz deszcz, raz słońce, ale nic nie mogło popsuć naszego dobrego humoru na nadciągający, upragniony wypoczynek.

mapa.jpg

mapa 2.jpg

 

Cóż od wypoczynku się jednak nie zaczęło, a od ponad 12 km wędrówki na szczyt góry Cuilcagh i z powrotem. Od dłuższego czasu chciałam się tu wybrać o czym dobrze wiedział Łukasz, więc bardzo cieszyłam się na ten spacer.
Zaparkowaliśmy tak jak inni, na poboczu drogi i ruszyliśmy na szlak. Przyjemne, tak dobrze znane, irlandzkie widoczki z owcami w tle nie zapowiadały trudu wycieczki. Gdy wyszliśmy już na dolinę, wiatr tak dawał się nam we znaki, że miałam ochotę zawracać. Niemiłosiernie porywisty i nieprzyjemnie chłodzący spocony kark zmuszał mnie do przemyśleń, a raczej złości na samą siebie, że jakim cudem zapomniałam zabrać z domu softshell… Za to o górskich butach nie zapomniałam, ba zabrałam nawet skarpety trekkingowe, od których było mi strasznie gorąco w stopy. Ale żeby nie było, że kobiecie to się nie dogodzi, to przy wsparciu Łukasza, daliśmy radę wdrapać się po niezliczonej ilości schodach na sam szczyt! Widoki, zdecydowanie warte wysiłku! A z górki, to był już pryszcz. I wiać też przestało.

 

DSC_0009.jpg

DSC_0014.jpg

DSC_0017.jpg

DSC_0019.jpg

DSC_0024.jpg

DSC_0026.jpg

DSC_0031.jpg

DSC_0039.jpg

DSC_0047.jpg

DSC_0051.jpg

DSC_0056.jpg

DSC_0071.jpg

DSC_0084.jpg

DSC_0099.jpg

DSC_0103.jpg

DSC_0107.jpg

DSC_0119.jpg

DSC_0122.jpg

DSC_0134.jpg

DSC_0140.jpg

DSC_0157.jpg

DSC_0162.jpg

DSC_0164.jpg

DSC_0168.jpg

 

Spragnieni prysznica, pojechaliśmy do hotelu. U la la. No Mąż mnie rozpieszcza, ale w końcu każda z nas na to zasługuje. Zameldowaliśmy się i w asyście boya hotelowego ruszyliśmy do naszego pokoju z widokiem na jezioro. Cudnie. A teraz czas na upragniony relaks, a więc basen, sauna i jacuzzi zrobiły swoje! A kolacja, Matko Boska, rozkosz, ambrozja popita nektarem.

DSC_0182.jpg

DSC_0226.jpg

DSC_0183.jpg

DSC_0190.jpg

DSC_0201.jpg

DSC_0202.jpg

DSC_0210.jpg

DSC_0211.jpg

DSC_0212.jpg

DSC_0223.jpg

Hotel:  http://www.manorhousecountryhotel.com/

Kolejny dzień zaczęliśmy od smacznego irlandzkiego śniadania, coby mieć energię na nadchodzącą wycieczkę. Opuściwszy hotel udaliśmy się na wyprawę wokół jeziora. Miałam jeszcze plan by wybrać się na wyspę Devenish na której znajdują się ruiny klasztoru z 25-metrową wieżą, ale ponieważ cały ranek padało, stwierdziliśmy, że nie ma sensu babrać się w błocie.
Pierwszym przystankiem był Castle Archdale Country Park z wyremontowanym, całkiem ładnym zamkiem, który w czasie drugiej wojny światowej pełnił funkcję siedziby wojska i bazy dla wodolotów RAF-u.

DSC_0254.jpg

DSC_0236.jpg

DSC_0238.jpg

DSC_0242.jpg

DSC_0243.jpg

DSC_0251.jpg

 

Kolejnym odwiedzonym miejscem, była prawdziwa perełka! Stary chrześcijański cmentarz Caldragh na wyspie Boa, na którym znajdują się dwa, niesamowite posągi! Ponieważ moje przewodniki zawierały niewiele informacji o tajemniczych figurach, z pomocą przyszedł wujek Google. Otóż te fascynujące rzeźby mają ponad 2000 lat i pochodzą z czasów celtyckich! Sam cmentarz datuje się na 400- 800 lat n.e.
Większa z rzeźb zwana Janus od mitologicznego, rzymskiego boga, ma dwie twarze i prawdopodobnie przedstawia celtyckie bóstwo. Z jednej strony widzimy kobietę z pasem i ze skrzyżowanymi rękoma, z drugiej natomiast mężczyznę i to nie są skrzyżowane ręce o nie, to ponoć penis, ale tu musicie się przyjrzeć sami 😉 Nieproporcjonalnie duże głowy, oczy, brak szyi i tors. Rzeźba ni mniej, ni więcej przypomina przybysza z innej planety. W naszych głowach w tym samym momencie zaświtała myśl, że gdzieś już tę rzeźbę widzieliśmy! Ach ta moja niezawodna pamięć! Muzeum Św. Patryka w Downpatrick!

DSC_0266.jpg

DSC_0267.jpg

DSC_0270.jpg

DSC_0272.jpg

16.jpg

 

Obok Janusa znajduje się mniejszy posąg, przywieziony tu w 1939 roku z pobliskiej wyspy Lustymore. Rzeźbienia nie są już tak wyraźne jak na Janusie, co też świadczy o tym, że rzeźba jest starsza i prawdopodobnie przedstawia „Sheela na Gig”, czyli uwaga – maszkarona w postaci kobiety z szeroko rozwartą waginą! Ponoć często ozdabiały budynki sakralne(!) i cywilne głównie w Anglii i Irlandii.
No cóż, z całą pewnością są to fascynujące rzeźby!

DSC_0277.jpg

DSC_0279.jpg

DSC_0285.jpg

 

Podekscytowani ruszyliśmy do najdalej na zachód wysuniętego miasteczka Irlandii Północnej – Belleek, które znane jest ze światowej sławy porcelany, wytwarzanej tu nieprzerwanie od 1857 roku! W tym roku mija 160 rocznica działalności, a w związku z tym została przedstawiona kolekcja szesnastu porcelanowych dzieł, z którego każde przedstawia inną dekadę.

Więcej pod linkiem https://www.youtube.com/watch?v=38CIt3V-Bn8

Organizowane są także wycieczki po hali produkcyjnej, więc czym prędzej się na jedną udaliśmy . Przechodziliśmy od sali do sali, po kolei od procesu projektowania przedmiotu, robienia formy i dalszych etapów odlewania i wypalania porcelany. Mi jako, ceramiście ( protetykowi ) świat trochę znany, ale Łukasz był zafascynowany i słuchał uważnie Pani przewodnik, ba zgłosił się nawet na ochotnika do zademonstrowania jak powinno się zanurzać ceramikę w glazurze! 🙂 Wycieczka trwa około 25 minut, kosztuje 6 Euro ( można płacić gotówką w euro ) i zdecydowanie warto się wybrać by zobaczyć, czy też kupić, te delikatne dzieła sztuki.

DSC_0323.jpg

DSC_0297.jpg

DSC_0300.jpg

DSC_0331.jpg

DSC_0337.jpg

DSC_0344.jpg

DSC_0349.jpg

DSC_0351.jpg

DSC_0352.jpg

DSC_0361.jpg

DSC_0364.jpg

DSC_0371.jpg

DSC_0380.jpg

DSC_0384.jpg

DSC_0388.jpg

Beleek Pottery:   https://www.belleek.com/

 

Następnie podjechaliśmy obejrzeć, czego o zgrozo, nie mam nigdy dość, dwa zamki. Najpierw do pochodzącego z XVII wieku Tully Castle, który całkiem nieźle się reprezentował. Po czym udaliśmy się do położonego nieopodal Monea Castle, który też był niczego sobie, ale bardziej zauroczyła mnie droga do niego prowadząca.

DSC_0404.jpg

DSC_0403.jpg

DSC_0432.jpg

DSC_0436.jpg

DSC_0418.jpg

DSC_0420.jpg

DSC_0421.jpg

DSC_0425.jpg

 

Przejechaliśmy Ennniskillen i zahaczywszy o posiadłość Castle Coole, która niespecjalnie zrobiła na nas wrażenie zatrzymaliśmy się w ostatnim przystanku na naszej wędrówce Florence Courte, w której mieliśmy w końcu zjeść jakiś obiad. Oczywiście jak to zwykle bywa, mimo 17stej wszystko było już zamknięte, więc obszedłszy posiadłość, z domagającymi się pokarmu żołądkami, ruszyliśmy w drogę powrotną do Dublina. Chyba nie muszę dodawać, że w strugach deszczu?

DSC_0442.jpg

DSC_0444.jpg

DSC_0447.jpg

DSC_0448.jpg

DSC_0458.jpg

DSC_0464.jpg

DSC_0469.jpg

DSC_0473.jpg

Florence Court:   https://www.nationaltrust.org.uk/florence-court

 

Lough Erne to wspaniała miejscówka, na weekend! Gorąco polecamy!

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s